wtorek, 12 marca 2013

Straszne początki ;)

Dzień dobry wszystkim którzy tu zawitali :) 

Postanowiłam zacząć pisać bloga żeby się bardziej zmotywować, może kogoś innego również, pochwalić się tym co udało mi się osiągnąć i pożalić na to z czym mi nie wyszło. Zaczęłam odchudzanie dokładnie 28 października. Moją motywacją był widok w lustrze... Ostatni raz zanim zaczęłam walkę o jędrniejsze ciało ważyłam się jakoś w marcu i waga pokazała 69 kg kiedy stanęłam na wadze w chwili gdy zdecydowałam się zacząć walczyć pokazała...UWAGA! 82,6!. Nie mogłam w to uwierzyć, ale niestety pół roku na garnuszku u mamusi i człowiek zamienia się w wieloryba... Nie uprawiałam wtedy ani nigdy żadnych sportów, wręcz przeciwnie unikałam jak ognia wf-ów, nigdy w nic nie grałam, nie biegałam.... Od kiedy pamiętam zawsze miałam większy tyłek niż reszta i tłuste uda...jedyną formą aktywności była jazda na rowerze, w którymś tam momencie udało mi się nawet zrzucić trochę z ud, ale dawno to było. Próbowałam kilku diet, raz nawet się głodziłam wiadomo efekt jojo itd...Przez okres ok. 5 lat w ogóle nie w głowie mi było odchudzanie. Byłam w szczęśliwym związku, jako tako się akceptowałam no to po co się odchudzać. Ale w październiku natrafiłam na bloga o byciu fit i coś mnie ruszyło. Mój sposób odżywiania do końca listopada to było coś strasznego: litry słodzonych napojów, dużo białego pieczywa, 2 łyżeczki cukru w kawie której potrafiłam wypić nawet 8 dziennie, tłuste obiady, brak śniadań... Szkoda gadać! Napaliłam się strasznie na ćwiczenia i zdrowsze odżywianie, wiadomo na początku miałam na ten temat małą wiedzę, ale małymi kroczkami eliminowałam złe nawyki tj. przestałam słodzić, zrezygnowałam z białego chleba ( na początku na rzecz wafli ryżowych i chrupkiego pieczywka, ale to badziewie ma dużo cukrów), przestałam pić jakiekolwiek napoje i soki, zero masła i margaryny itd. Niestety przyszły święta i mimo, że pierogi lepiłam z mąki pełnoziarnistej i majonez zastępowałam jogurtem to rzuciłam się na wszystko jakbym była głodzona. Najwięcej zjadłam ciast, chyba dlatego, że przez 2 miesiące nie zjadłam nic słodkiego. Teraz już wiem, że lepiej nie odmawiać sobie całkowicie słodkiego, przynajmniej w moim wypadku, raz na jakiś czas dorzucę sobie do owsianki kosteczkę gorzkiej czekolady ;) I tak przez okres świąt aż do lutego wróciłam prawie do starych nawyków. 
Aleee 11 listopada popatrzyłam na swój wielki brzuszny wał tłuszczu i stuknęłam się w głowę! Walczę! :D

Jeśli chodzi o aktywność na początek rzuciałam się na filmiki na jutube, m.in. oczywiście skalpel i killer Ewki, jaka byłam naiwna ;) Wiadomo dałam rade 10 minut i na tym koniec ;) Ale w miedzy czasie znalazłam kilka na prawdę świetnych blogów i w jednym z nich przeczytałam bardzo mądrą rzecz :) Mianowicie żeby się nie poddawać jeśli od razu się nie udaje zrobić całego filmiku, że małymi kroczkami osiąga się cel itp. I wiecie co bardzo mocno w to uwierzyłam i widzę efekty! Ale na razie zbyt małe żeby się chwalić. 

Od wczoraj zaczynam treningi siłowe w piwnicznej siłce ;) Oprócz tego ciągle próbuje ćwiczyć z jutubem ale kiepsko mi idzie, jakoś nie przemawia do mnie ta forma. Znalazłam na szczęście inną, ćwiczę z XBOXem "YOUR SHAPE: fitness evolved 2012" i ta forma na prawde świetnie się u mnie sprawdza, ciągle chcę więcej i więcej i nie zauważam nawet kiedy mija godzina ;) Jakby ktoś się nie orientował to wygląda to tak   http://www.youtube.com/watch?v=Vj1LdrPoO_Y

Ku przestrodze, tak wygląda wieloryb, ok.80kg przy 166cm. :(

Myślę, że na dzisiaj to tyle. Dziękuje za uwagę. Całuski! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz